
Szanowni czytelnicy, właśnie nadeszła ta wiekopomna chwila. Publikuję mosiężny artykuł, o którego tworzeniu wspominałem ostatnio. Przez ostatnie trzy tygodnie starannie tłumaczyłem utwory na język polski, analizowałem je, i ostatecznie moje przemyślenia zapisywałem tutaj, dla Was. Zanim przejdziemy jednak do właściwej treści wpisu, potrzebuję zatrzymać Waszą uwagę na kilka słów wstępu oraz przypomnienia. Pierwszy Bzdurny Koncept przyjął się z mieszanym odbiorem – otrzymywałem informacje, że o ile treść jest niesamowicie ciekawa, o tyle angielskie cytaty z utworów wraz z tłumaczeniem zapisywanym pod spodem wpływały źle na czytelność. Wziąłem ten feedback pod uwagę i dziś podejdę temat od innej strony – zamiast zamieszczać fragmenty tekstu po angielsku, wrzucę cały (przetłumaczony przeze mnie) utwór na raz, a jego analizy dokonam pod spodem; link do oryginalnego tekstu znajdzie się pod cytatem. Dziś omawiamy trylogię, dlatego podsumowanie każdego „tomu” zamieszczę na końcu, a odnośnik do podsumowania znajdziecie w opisie treści.
Słowami przypomnienia, czym jest Bzdurny Koncept? To kategoria wpisów, w której omawiam albumy konceptualne – albumy, które opowiadają jakąś historię. Analizuję je, wyjaśniam fabułę. Tłumaczenia utworów, które znajdą się poniżej, nie są dosłowne. Starałem się zachować sens samego tekstu, ale także jego moc, a tłumaczenia 1-do-1 to uniemożliwiały.
Spis treści
- Zespół Make Them Suffer i trylogia Króla Żałoby
- Lord of Woe – Król Żałoby
- Neverbloom – jak Król Żałoby powstał?
- Old Souls – zakończenie trylogii
- Słowa końca
Zespół Make Them Suffer i trylogia Króla Żałoby
Make Them Suffer to metalcorowy/deathcorowy zespół powstały w 2008 roku. To, czym MTS wyróżnia się spośród innych zespołów, jest ich styl. Poza ciężkim, agresywnym brzmieniem, mają w sobie coś absolutnie unikalnego – elementy, które sprawiają, że ich muzyki nie da się podrobić. Od zawsze w składzie zespołu znajduje się kobieta, która odpowiada za chórki, śpiew, klawisze i syntezatory, co dodaje ich muzyce głębi i niesamowitego klimatu, łącząc brutalność z melodyjną wrażliwością.
Co więcej, ich pierwsze cztery albumy opowiadały spójne historie. Pierwsze trzy – Lord of Woe, Neverbloom i Old Souls – tworzyły pełnoprawną trylogię osadzoną w bogatej mitologii stworzonej przez zespół. Każdy z tych albumów był napisany w odmiennym stylu lirycznym, co tylko potwierdza ich wyjątkowe podejście do narracji i budowania klimatu. Bez dalszego owijania w bawełnę, przejdę do analizy wymienionych albumów.
Lord of Woe – Król Żałoby
Lord of Woe (po polsku: Król Żałoby) to debiutancka EP-ka zespołu, składająca się zaledwie z kilku utworów. Opowiada historię Króla Żałoby – istoty, która jest do szpiku kości przesiąknięta nienawiścią. To już nawet nie jest człowiek, a jedynie wcielenie destrukcji, pozbawione wszelkich ludzkich emocji poza jedną – palącą żądzą siania zniszczenia.
Wszystkie utwory na albumie (poza ostatnim) w gruncie rzeczy opowiadają dokładnie to samo: „Och, jestem taki wściekły, spalę ten świat na popiół”. Król Żałoby przemierza swój świat niczym apokaliptyczna siła, paląc pola, łąki i lasy, zarażając ludzi chorobami, sprowadzając plagi i siejąc chaos, gdziekolwiek się pojawi. Dopiero ostatni utwór, Weeping Wastelands (po polsku: Lamentujące Pustkowia), rzuca nowe światło na tę opowieść, ujawniając, że za całą tę destrukcję nie odpowiada ślepa furia, lecz zemsta – Król Żałoby szuka kogoś, kto wyrządził mu śmiertelną krzywdę.
Nie będę jednak dogłębnie analizować tego albumu, ponieważ, jak wspomniałem, jest dość monotematyczny i niezbyt porywający. To prosta, jednoliniowa historia, która w zasadzie nie wnosi wiele poza klimatem czystej, bezlitosnej rzezi. Sam zespół również uznał, że poza ostatnim utworem EP-ka nie jest kluczowa dla głównej fabuły, dlatego Weeping Wastelands znalazło się także na ich kolejnym albumie, więc do jedynego istotnego dla zrozumienia fabuły utworu i tak dojdziemy.