Marionette (Marionetka)
Oklaski dla smutnego lalkarza,
Który ciągle pociąga za sznurki, śmiejąc się szyderczo.
I gorączkowo ocierając łzy.Zawsze tańczę w rytm jego pełnych bólu łez.
Jego szlochowi – wstydliwie oddaję swoje ciało.
Wbrew własnej woli wciągnięta na środek sceny.Kolejna inscenizacja jego tragedii. Znowu i znowu.
Jakaś abstrakcyjna forma przyciągania. Raz za razem.Jestem marionetką, gram swoją rolę.
Widzowie dawno poszli, ale spektakl musi trwać. Gram swoją rolę.Tańczę w rytm jego łez.
Jego historia przeniknęła mnie na wskroś, nawiedzając moje wnętrze.
Płakał całymi dniami nad ramką ze zdjęciem,
Bazgrał swoje dramaty na scenariuszu tej sztuki.Tańczę w rytm jego łez.
Patrzyłam, jak jego ukojenie zmienia się w ból, gdy patrzył na swoje odbicie z odrazą.
Jak długo był zamknięty w tej klatce? Czy to doprowadziło go do szaleństwa?„Roztrzaskaj tę ramę. Odbija mój ból. To nie ja, to nie ja, powtarzam.”
Odbicie starzejącej się twarzy. „Patrz, jak pękam i rozpadam się.”„Ten świat nigdy nie był dla mnie. Trzymaj mnie w zamknięciu.
Ten świat nigdy nie był dla mnie. Spektakl musi trwać.”Pozostanie smutnym lalkarzem na zawsze.
Utwór maluje obraz postaci, która mimo swojej toksycznej natury wzbudza współczucie. Lalkarz, Robert, jest zarówno tyranem, jak i ofiarą własnego bólu. Pociąga za sznurki, ale nie z poczucia władzy, lecz z desperacji. Jego manipulacja nie wynika z zimnej kalkulacji, a raczej z rozpaczy – to próba kontrolowania czegokolwiek we własnym życiu.
Nie jest sobą po wojnie. Nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, nie potrafi spojrzeć w lustro bez obrzydzenia. Jego życie to teatr, w którym odgrywa rolę skrzywdzonego mężczyzny – i wciąga Annie w tę narrację. Jest marionetką w jego sztuce, ale nie dlatego, że nie ma wyboru. Ona wie, kim jest lalkarz, widzi, jak zaciska dłonie na sznurkach, a mimo to poddaje się jego rytmowi. Nie z miłości, nie z poddaństwa, ale z litości.
„Tańczę w rytm jego łez.”
To jedno zdanie zamyka w sobie całą istotę ich relacji. Annie nie odpowiada na jego słowa, nie reaguje na jego prośby – reaguje na jego ból. Jego cierpienie rezonuje w niej, sprawia, że oddaje mu swoje ciało, oddaje mu swoją miłość, pozwala sobą pomiatać. Jest jej po ludzku przykro, jak widzi, co stało się z jej ukochanym.
Jest coś tragicznie pięknego w tej wzajemnej destrukcji. Robert nie chce widzieć siebie takim, jakim się stał, ale jego rozpaczliwa potrzeba kontroli tylko pogłębia dystans między nimi. „Roztrzaskaj tę ramę. Odbija mój ból.” Lustro jest dla niego dowodem jego upadku – symbolem człowieka, którym już nie chce być, ale też którym nie potrafi przestać być. Końcówka utworu podkreśla nieuchronność tej tragedii. Robert jest więźniem własnego świata, a Annie, choć świadoma jego toksyczności, wciąż gra w jej rytm. Bo to jedyne, co im zostało.