Bzdurny koncept Króla Żałoby

Scraping the Barrel (Drapanie dna beczki)

To nie jest mój środek do celu
Tylko zagmatwana, pokręcona ścieżka,
Zwiastująca monotonne zadania,
Czekające tę skorupę rozbitego człowieka.

Kap, kap. Nieustanne kapanie nie ustaje.
Nie dla maszyn ryczących w korytarzach.
Nie dla uczuć radości i zachwytu,
Które sączą się, spływają i wyciekają z każdego mojego otworu.

Łataj to, zatkaj, osusz. Drżyj i szarp się po resztki tego, co było.
Łataj to, zatkaj, osusz. Poskładaj to z powrotem.

Teraz drapię dno beczki.
Tak, drapię dno beczki.
Czy coś zgubiłem po drodze?
Część siebie, o której zapomniałem gdzieś wśród dni i straciłem?
Teraz drapię dno beczki.

Drapię i grabię swoje życie. Światło słabnie każdego dnia, wypierane sny szeptają mi do ucha.
Poczuj i skosztuj. Wymaż lata. Pij do dna.

Pij do dna – kolejka za kolejką.
Pij do dna – kolejka za kolejką.

Oryginalny tekst tutaj.

Robert jest wrakiem człowieka. Nie ma już żadnego celu, żadnego „światełka w tunelu” – tylko pokręcona ścieżka, prowadząca donikąd. Każdy dzień to kolejne zadania, wykonywane bezmyślnie, w monotonii, w martwym ciele, które kiedyś było kimś więcej.

Nieustanne kapanie to metafora – może to symbol jego łez, może krwi, może wspomnień, które nie chcą się zatrzymać. A może chodzi nawet dosłownie o alkohol, który zdaje się być motywem przewodnim tego utworu. Nawet dźwięk potężnych maszyn nie jest w stanie go zagłuszyć (jakich maszyn? O tym w następnym utworze). Radość? Zachwyt? Wypływają z niego jak ropa z otwartych ran. Nie da się ich zatrzymać.

Każdy wers refrenu brzmi jak desperacka próba posklejania samego siebie. Łataj to, zatkaj, osusz. Robert kurczowo trzyma się przeszłości, próbuje zebrać resztki tego, kim był. Ale to daremne. Im bardziej próbuje, tym bardziej widzi, jak bardzo się rozpadł.

W końcu zaczyna drapać dno beczki – to metafora sięgania po wszelkie możliwe sposoby zapomnienia (beczka piwa, wina), ale też ostatecznej desperacji. Szuka czegoś, co mogło mu umknąć: może odpowiedzi, może dawnej wersji siebie, może sensu istnienia. Ale światło gaśnie z każdym dniem, a on coraz bardziej zagłębia się w nałóg, tłumiąc wspomnienia alkoholem, wymazując lata.

I tu pojawia się ostateczny sens utworu – do dna, kolejka za kolejką. Nie ma już żadnego celu poza tym. Jeśli życie stało się piciem, to picie stało się jego życiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *