Bzdurny koncept Króla Żałoby

Blood Moon (Krwawy księżyc)

Wyłączyłem to; jeszcze nie skończyłem.
Próbowałem to zaszyć; jeszcze nie skończyłem.
Proszę, proszę, proszę, roztrzaskaj mnie na kawałki.
Już nigdy nie będę płakać. Zatłucz mnie na śmierć.

Dla przyjaciela w mojej głowie – rozmawiajmy bez końca.
Na miłość boską, niech on przestanie.

Napełnij mnie bólem. Mam już dość.

Rozlej mnie. Wytrzyj mnie i wyrżnij jeszcze raz. [x2]

Teraz krwawy księżyc płacze.
A mój przyjaciel w ciemności tańczy dalej.

Mnie nawet tam nie ma.
Nie, mnie nawet tam nie ma.

Każdy chce mnie po trochu.
Pokrój mnie, skosztuj mojej nędzy.
Czemu nikt nie chce mnie nawet trochę?
Zaszyj mnie, by naprawić moje cierpienie.

Rozlej mnie. Wytrzyj mnie i wyrżnij jeszcze raz.

(Rozetnij mnie)
Mnie nawet tam nie ma.
(Wylej moje wnętrzności)
Mnie nawet tam nie ma.
(Zaszyj mnie i napraw moje wszystko jeszcze raz)
Nie, mnie nawet tam nie ma.

Każdy chce kawałek mnie.
Zaszyj mnie i napraw moją nędzę.
Czemu nikt nie chce kawałka mnie?
Ta schizofrenia sprawia, że wyrywam sobie oczy.

Ten krwawy księżyc sprawia, że wyrywam sobie oczy.
Proszę, proszę, proszę, roztrzaskaj mnie na kawałki.
Ale teraz wyrywam sobie oczy.
Jeszcze nie skończyłem.

Oryginalny tekst tutaj.

Krwawy księżyc to symbol skrajnego niepokoju i nadchodzącej katastrofy. W tradycyjnej symbolice łączy się z wizjami apokalipsy, szaleństwa i nieuchronnego losu – jego czerwona barwa przywodzi na myśl krew, gniew i cierpienie. W kontekście utworu to znak, że Robert osiągnął punkt, z którego nie ma odwrotu. „Krwawy księżyc płacze”. To kluczowy wers. Księżyc jako bierny obserwator staje się tu aktywnym uczestnikiem – jego rozpacz jest tak wielka, że nie może patrzeć na to, co się dzieje. To odzwierciedlenie samego Roberta, który nie jest w stanie znieść własnego odbicia w rzeczywistości. Nie może już dłużej patrzeć na swój los, na swoją upadłą egzystencję. Jego życie stało się tak paskudne, że nawet krwawy księżyc, który przecież jest zwiastunem nieszczęścia i apokalipsy, zaczął płakać jak je zobaczył.

Robert zostaje zabrany do zakładu psychiatrycznego – być może w celu ratunku, być może po prostu po to, by odizolować go od świata. Na teledysku widzimy wokalistę w szpitalnym kaftanie, w izolatce. W poprzednim utworze wspomniano o maszynach ryczących na korytarzu. Jeśli nie pamiętacie, powiedziano tam dokładnie, że „kapanie nie ustaje, nawet dla maszyn ryczących w korytarzu”. Jego radość i zachwyt wyciekają z jego mózgu, i nie przestaną nawet w miejscu, które miało mu pomóc uporać się z tym stanem. Pobyt w zakładzie wcale nie poprawia jego stanu psychicznego, a przecież od tego to miejsce jest.

Robert, pomimo bycia w izolatce, nie jest sam. Wspomina o głosie, który z nim rozmawia, o przyjacielu. Ten przyjaciel nie jest wsparciem, a jego katem. W niespodziewanym zwrocie akcji dowiadujemy się, że Robert cierpi na schizofrenię. Schizofrenia to ten przyjaciel, głos destrukcji, który nie pozwala mu funkcjonować. Jest jak cień podążający za nim, nieustanny szepczący pasożyt, który przejmuje nad nim kontrolę. „Na miłość boską, niech on przestanie” – błaganie o chwilę ciszy, o przerwę od tortury, jaką jest „przyjaciel w jego głowie”. I tutaj moja teoria o tym, że Robert jest synem Króla Żałoby nabiera więcej sensu, bo jak powszechnie wiadomo, schizofrenia to choroba w aż 90% przypadków dziedziczna.

„Proszę, proszę, proszę, roztrzaskaj mnie na kawałki. Zatłucz mnie na śmierć.” – Robert osiągnął stan, w którym jakikolwiek ból fizyczny wydaje się lepszy niż to, co dzieje się w jego głowie. Dosłownie błaga o bycie zatłuczonym na śmierć; aby ktoś pobił go tak mocno, że ból fizyczny wytłumi mentalną agonię, w której się znalazł. Według psychologii jest to, w wielu przypadkach, mechanizm działania samookaleczania. Osoby pogrążone w głębokiej rozpaczy często próbują zagłuszyć swój ból psychiczny bólem fizycznym.

Robert chce być rozlany, wytarty i wyrżnięty. Czuje się jak bezwartościowa ścierka, coś, co zostało użyte i można to po prostu wyrzucić. Jest przedmiotem, kimś, kto stracił swoją tożsamość, stał się jedynie nędzą do wykorzystania. Jest w nim gniew na ludzi. Ma wrażenie, że wszyscy chcą się karmić jego nędzą. Jego ból stał się spektaklem, który fascynuje innych. A jednak, gdy przychodzi moment, by mu pomóc, nagle wszyscy odwracają wzrok. „Każdy chce kawałek mnie. Czemu nikt nie chce mnie nawet trochę?” – paradoks, który podkreśla jego izolację.

„Mnie nawet tam nie ma” jest powtórzone wielokrotnie w tekście utworu. To moment, w którym Robert czuje, że jest całkowicie nieobecny – że jego jaźń zniknęła, że jest tylko pustą skorupą. To może być derealizacja występująca jako efekt traumy, całkowite odizolowanie się od własnego umysłu, ciała, otaczającej go rzeczywistości.

„Ta schizofrenia sprawia, że wyrywam sobie oczy”. To już nie jest czysta symbolika. Robert, w akcie rozpaczy, próbuje wyrwać sobie oczy – może nie dosłownie, jednak na pewno podejmuje się aktu ekstremalnego samookaleczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *