The Well (studnia)
Studnia. Tak ciemna i zimna, wzywa mnie nocą.
Szepty, one mnie śledzą. Słyszysz je? Słyszysz?Spadłem w otchłań, gdzie odnalazłem swoją tonącą twarz i utopiłem się.
Studnia. Ze swymi ustami pełnymi łez, szepcze do mnie w nocy.
Ta ciemność jest mi zbyt dobrze znana, ciągnie mnie w dół, ciągnie mnie…Na dnie studni będę czekać, tonąłem wiele dni, by zapomnieć własne imię.
Zapomniałem swoją pieprzoną twarz, zostawiłem ją na dnie studni.Studnia. Tak ciemna i zimna, wzywa mnie nocą.
Ta ciemność jest mi zbyt dobrze znana, ciągnie mnie w dół.
Chcę wyjść, wypuść mnie.
Wypuść mnie…Nie czuję już swojej tonącej twarzy, zostawiłem ją na dnie studni.
Uśmiechnąłem się, gdy się topiłem.
Na dnie studni zostanę.
Studnia jest symbolem otchłani, w której podmiot liryczny zatracił siebie. To miejsce ciemne, zimne, wciągające – nie tylko w sensie fizycznym, ale też psychicznym. Wzywa go nocą, jakby była żywym bytem, kusicielką szepczącą do ucha, obietnicą zapomnienia i ukojenia.
Szepty, które go śledzą, mogą symbolizować głosy przeszłości, wyrzuty sumienia lub wewnętrzny monolog pełen cierpienia. Gdy pyta „słyszysz je?”, kieruje to do kogoś – może samego siebie, może odbiorcy, może kogoś innego.
„Spadłem w otchłań” – ten moment jest jak punkt kulminacyjny upadku, dosłownego i metaforycznego. W studni odnajduje swoją „tonącą twarz”, ale nie stara się jej ocalić – przeciwnie, topi się wraz z nią. Traci tożsamość, zanika.
Studnia przemawia – jej „usta pełne łez” sugerują, że nie jest to tylko miejsce, ale coś żywego, być może odzwierciedlenie samego podmiotu. Ta ciemność jest mu „zbyt dobrze znana”, co oznacza, że to nie pierwsza taka chwila, że zna to uczucie aż za dobrze. Być może już wielokrotnie upadał, już wcześniej był na dnie.
„Na dnie studni będę czekać” – ale na co? Czy na wybawienie, czy na moment, w którym stanie się częścią tego miejsca? „Tonąłem wiele dni, by zapomnieć własne imię” – zapomnienie staje się celem, jedynym sposobem na ucieczkę od siebie samego. Nie tylko odchodzi, ale sam siebie porzuca.
Błaga o wypuszczenie, ale czy naprawdę chce opuścić to miejsce? „Chcę wyjść, wypuść mnie” to desperacja, może chwilowa, może pozorna – bo już za chwilę uśmiecha się, gdy się topi. Jest w tym coś ostatecznego, jakby w końcu znalazł ukojenie w absolutnym zatraceniu.
Ostatecznie zostaje na dnie studni. Nie walczy już. Nie czuje swojej twarzy, bo jej tam nie ma – nie jest już sobą, nie ma tożsamości. Studnia go pochłonęła, a on pozwolił jej to zrobić.