Weeping Wastelands (Lamentujące Pustkowia)
I w końcu dochodzimy do utworu, o którym pisałem na początku – jest to jedyny istotny fabularnie utwór z EP-ki poprzedzającej Neverbloom.
Jestem twoim pieprzonym końcem.
Będziesz drżeć u mych stóp.Niosę ból i cierpienie, nienawiść, smutek i rozpacz.
Uwolnię na świat szaleństwo, które rodzi się we mnie i w naszych sercach.Czy pamiętasz czasy sprzed tej jałowej pustki lodu, śmierci i rozkładu?
Beznadziei i nicości? A może to wszystko było tylko wytworem mojej wyobraźni?
Teraz, łza po łzie, zmywamy ciepło, które czuliśmy w sercach.
Zatapiamy ziemie w nieskończonym smutku.
Dławimy się, by ukryć ból.Lamentujące pustkowia.
Wyrywają serca z ciała.
Nadzieja umarła.
Pozostało tylko to plugastwo.Uwolnij swoją nienawiść na świat.
Ta zaraza, ta plaga dławi nas w uległości, pozbawia nas woli odczuwania.
Wolałbym umrzeć, niż poddać się tej chorobie.
Nie czuję nic poza czystą odrazą do zainfekowanych i wyblakłych dusz.Śnieg nasiąknięty krwią.
Gnijące ciała, ohydna zaraza.
Gdzie ja jestem?Lamentujące pustkowia.
Śnieg nasiąknięty krwią.
Gnijące ciała, ohydna zaraza.
Gdzie ja jestem?Przytłoczony nędzą, samotny.
Nie mam kurwa żadnej litości.
I pragnę jedynie bólu dla tych, którzy narzucili mi to brzemię.Lamentujące pustkowia.
Wyrywają serca z ciała.
Nadzieja umarła.
Pozostało tylko to plugastwo.Nienawiść i walka, smutek i żałoba po straconym znaczeniu.
Toniemy we łzach.Jestem niszczycielem nadziei.
Władca Żałoby.
Jestem wszystkim, czym gardziłeś przez całe swoje życie.
Tutaj mamy już pełnoprawne przekształcenie się w Króla Żałoby – protagonista w Studni zapomniał, kim jest, a to jest tego następstwo. Podmiot liryczny jawi się tutaj jako ucieleśnienie destrukcji i nienawiści – istota, która nie tylko nosi w sobie cierpienie, ale pragnie je uwolnić na świat. To czysta furia i odraza wobec wszystkiego, co pozostało z dawnego świata. Nie ma tu miejsca na przebaczenie, tylko na pogardę i chęć odwetu.
„Jestem twoim pieprzonym końcem” – to deklaracja dominacji i zagłady, zapowiedź tego, że nikt nie ujdzie przed jego gniewem. Każdy, kto stanie na jego drodze, będzie drżał u jego stóp.
Świat, w którym się znajduje, jest zimnym pustkowiem – jałowym, martwym, pozbawionym jakiejkolwiek nadziei. Przeszłość, jeśli kiedykolwiek istniała, wydaje się być tylko złudzeniem. Ciepło zostało wymazane, a teraz wraz z kolejnymi łzami pogrąża wszystko w nieskończonym smutku. Nie ma ucieczki, nie ma przyszłości – jest tylko upadek, rozpacz i bezgraniczne zatracenie się w bólu.
„Uwolnij swoją nienawiść na świat” – to wezwanie do wojny, do odrzucenia słabości, do nieulegania tej „zarazie”, która odbiera ludziom wolę życia. Ta choroba, to coś więcej niż fizyczne wyniszczenie – to stan duszy, stan całego świata. Podmiot odrzuca to wszystko, gardzi tymi, którzy się poddali, i wolałby umrzeć, niż stać się jednym z nich.
Śnieg nasiąknięty krwią, gnijące ciała – to obraz końca, w którym jedynym śladem po ludziach są ich martwe, rozkładające się szczątki. Chaos, plaga, zagłada. Nie ma już nawet punktu odniesienia – „Gdzie ja jestem?” – to pytanie wybrzmiewa jak ostatni cień zagubienia, ale nie jako wołanie o pomoc, lecz jako echo świadomości, że wszystko zostało utracone.
„Nie mam kurwa żadnej litości” – tu gniew osiąga swój szczyt. Pragnienie zemsty wypiera resztki jakiejkolwiek empatii. Jeśli ktoś mu to narzucił, jeśli ktoś go skazał na to piekło – zasługuje na ból równie wielki, jak ten, który on nosi w sobie.
Podmiot liryczny definiuje się jako „niszczyciel nadziei” i „król żałoby” – jego istnienie stało się synonimem tego, czego inni się bali i od czego uciekali. Jest wszystkim, czym gardzili – uosobieniem gniewu, bólu i beznadziei. To moment całkowitego odrzucenia świata, unicestwienia wszelkich wartości, ale jednocześnie triumfu – triumfu zniszczenia.