Widower (Wdowiec)
Czy mnie zapamiętasz jako tego z drzew, gdy lasy jeszcze śpiewały?
Czy raczej jako tego, który zamknął się w sercu kniei i wyrzucił klucz?Oddawałaś się kawałek po kawałku,
Byłaś darem do pielęgnowania, aż spoczęłaś u korzeni lasuDzień po dniu noce pochłaniają słońce,
A z każdą nocą, im więcej dawałaś,
Tym bardziej twój smutek się rozpływał.Wymykałaś się
Szczelinami pomiędzy moimi palcami.Mam tylko nadzieję, że zapamiętasz mnie jako tego z drzew, gdy lasy jeszcze śpiewały,
A nie jako tego, który zamknął się w sercu kniei i wyrzucił klucz.Nie jesteś pragnieniem,
Jesteś pieprzoną wdową,
Tkającą sieci pośród drzew.
Nie jestem odpowiedzią,
Ale jeśli chwycisz moją dłoń,
Pokażę ci świat umarłych.Tam stałaś, uśmiechając się do nocy,
Patrzyłem godzinami, jak śpiewasz.Jesteśmy upiornymi pająkami,
Przędącymi sieci, śpiewającymi pieśni,
Dzielącymi się historiami z księżycem i drzewami,
Ze światem, który cię wodził za nos.Odciąłem się od ciebie, nie lubię już twoich historyjek
Zawsze kończą się tak cholernie smutno.
Kurwa.
Odwróciłem się.
Odwróciłem się od ciebie na zawsze.Po prostu uśmiechaj się dalej w noc.
Patrzyłem, jak mnie mijasz.
Co noc umierałaś
Z uśmiechem na twarzy.
A w moich snach płakałaś
Krwawymi łzami.Po prostu uśmiechaj się dalej w noc,
Moja piękna oblubienico.
Po prostu uśmiechaj się dalej w noc,
Moja piękna oblubienico.Zakochałem się w twoich krwawiących, karmazynowych oczach,
Tak tylko—tak tylko żebyś wiedziała.Zawsze będę cię pamiętać
Jako upiornego pająka,
Gdy mrok wkradał się w nasze dni,
Dzielącego się historiami ze światem,
Aż kawałek po kawałku oddałaś swoje serce.Nienawidzę smutnych historii.
Zawsze kończą się tak samo.
Nigdy nie zapomnę, jak las płakał,
Gdy oddałaś się światu.
Król Żałoby nie jest tu jedynie postacią wściekłą i zniszczoną przez zdradę – to ktoś, kto wciąż tkwi w cieniu wspomnień, rozdarty między miłością a nienawiścią, między pamięcią a chęcią wymazania wszystkiego, co było. Jego słowa pulsują goryczą i żalem, ale pod tym wszystkim kryje się coś głębszego – rozpacz po utracie czegoś, co mogło być piękne, gdyby tylko nie skończyło się tak tragicznie.
Pyta, jak Morrow go zapamięta – czy jako ducha dawnych dni, gdy jeszcze był częścią świata, gdy lasy śpiewały, a ich miłość mogła rozkwitać? Czy może jako kogoś, kto zamknął się w sobie, odciął się od wszystkiego i wszystkich, wybierając samotność zamiast dalszego bólu? Co więcej, on chce, aby ona zapamiętała to jego lepsze „ja”. Nie chce, aby pamiętała zamkniętego w sobie nieudacznika życiowego, a tego człowieka, którego poznała i pokochała. To pokazuje w pewnym sensie, że dalej mu zależy, nawet pomimo treści poprzedniego utworu.
Morrow oddawała się „kawałek po kawałku”, aż spoczęła u korzeni lasu – czy to jej śmierć, czy może zatracenie się w czymś, co ją pochłonęło? Może to ona sama pozwoliła, by coś ją pochłonęło, by utonąć w świecie, który stopniowo wyciągał z niej życie? Każdego dnia, gdy słońce znikało, oddawała się i jej smutek zanikał – ale im więcej siebie oddawała, tym mniej z niej pozostało. To sugeruje, że pod osłoną nocy Morrow uciekała od swojego pogrążonego rozpaczą chłopaka i „oddawała się” innym, dzięki czemu jej smutek znajdował ukojenie. Król Żałoby nie mógł jej zatrzymać – wymykała się, „szczelinami między jego palcami”. Mimo to wciąż pragnie, by pamiętała go z dawnych dni, zanim wszystko się rozpadło. Ale już nie wierzy w jej niewinność.
„Nie jesteś pragnieniem, jesteś pieprzoną wdową, tkającą sieci pośród drzew”. To nie jest tylko lament, to oskarżenie. Morrow jest jak czarna wdowa – ta, która przędzie swoje sieci, gromadzi opowieści, zwodzi innych; pojawiła się w jego życiu, naprawiła je, a potem go zdradziła i złamała mu serce. Mówi, że nie jest odpowiedzią na jej zagubienie, ale jeśli tylko chwyci jego dłoń, może pokazać jej świat umarłych. Może jej udowodnić w co przerodziło się jego uczucie, jak martwy w środku się czuje.
Był świadkiem jej upadku – patrzył, jak śpiewa do nocy, jak uśmiecha się, potem jak cierpi w relacji z nim, aż w końcu zaczęła szukać ukojenia w ramionach innego. Razem byli jak „upiorne pająki”, przędące swoje sieci w świecie, który nigdy nie był dla nich łaskawy. Ale w końcu on nie mógł tego dłużej znieść – „odciął się od niej”, bo nie znosi już jej historii. Zawsze kończą się tak samo. Smutno. Historie mogą być symbolem wymówek, tłumaczeń. Może tu chodzić nawet o wyznanie miłości lub seks, bo jest przecież powiedziane, że rozdaje swoje historie światu. To odwrócenie się od Morrow jest ostateczne. Nie ma już powrotu, nie chce jej historii, jej śpiewu. „Po prostu uśmiechaj się dalej w noc, moja piękna oblubienico” – i tutaj znowu sobie przeczy, bo sekundę temu się od niej ostatecznie odwrócił, a teraz jest jego piękną oblubienicą. Takie zaprzeczanie samemu sobie idealnie oddaje huśtawki emocji obecne po utracie bliskiej osoby.
Ale w jego snach – w tych, które zdradzają to, czego nie powie na głos – ona płacze krwawymi łzami. Jego ostatnie słowa to wyznanie, jakiego nie potrafiłby wypowiedzieć wprost. „Zakochałem się w twoich krwawiących, karmazynowych oczach”. Zakochał się w jej bólu, w jej rozpadzie, w jej powolnym odejściu. Zakochał się w tym, jaką sobie ją wyobrażał w snach, cierpiącą i krwawiącą. Nie mógł tego zatrzymać, ale to właśnie to go pochłonęło. Morrow była upiornym pająkiem, owijającym go sobie wokół palca. Początkowo jej historie były dla niego, jednak później zaczęła opowiadać je innym (co symbolizuje wielokrotną zdradę). „Nigdy nie zapomnę jak las płakał, gdy oddałaś się światu” – jak już wiemy, podmiot liryczny używa „lasu” jako metafory na własne serce; nigdy nie zapomni, jak jego serce cierpiało, kiedy go zdradziła.