Człowiek Scyzoryk, czyli jak nie-musical jest musicalem

Film Człowiek Scyzoryk (oryg. Swiss Army Man, reż. Daniel Scheinert i Daniel Kwan) to dzieło na tyle osobliwe, że w trakcie premiery kinowej ludzie opuszczali sale w przeciągu pierwszych pięciu minut od rozpoczęcia seansu. Już w scenie początkowej protagonista, niedoszły samobójca, odnajduje pierdzące zwłoki i, używając tych bąków jako napędu, odpływa na nich na głębokie oceaniczne wody. Film opowiada historię Hanka, rozbitka na odludnej wyspie, który odnajduje ciało o imieniu Manny – zwłoki posiadające nadnaturalne zdolności, od odrzutowych wiatrów pośladkowych, przez golarkę, aż po karabin maszynowy. Film balansuje na granicy absurdu, tragedii i kontemplacji, a jego głęboki przekaz o akceptacji siebie oraz odmienności jest jednym z jego kluczowych atutów. (Uwaga, to jest najpiękniejszy i najbardziej poruszający film jaki widziałem, jednak uprasza się o obejrzenie go przed przeczytaniem tego wypełnionego spoilerami artykułu)

kadr z filmu człowiek scyzoryk

Jak być sobą w świecie, który zabrania być sobą

Jak możecie się domyślić, człowiek scyzoryk (Manny) nie jest do końca martwy. To znaczy, może i jest, może i nie jest – protagonista prowadzi z nim obustronny dialog przez cały film, a to, czy to się działo naprawdę, zostaje do indywidualnej interpretacji. W gruncie rzeczy chodzi o to, że Manny jest tabula rasa – po uzyskaniu pewnego stadium świadomości nie ma w sobie żadnych uprzedzeń, nie zna norm społecznych, a dziwactwa Hanka mu w żadnym stopniu nie przeszkadzają (ale pamięta melodię z Jurassic Park).

Screenshot z gry Planescape Torment
Usunięta scena z filmu, gdy Hank odkrywa, że Manny nie jest do końca martwy (tak naprawdę to dowcip)

Jednym z najważniejszych tematów filmu jest akceptacja własnej tożsamości i walka z poczuciem wstydu. Hank, przez dłuższy czas samotny i zdesperowany, nie tylko oswaja się z obecnością martwego towarzysza, ale też zaczyna uczyć Manny’ego podstaw funkcjonowania w świecie ludzi. Relacja między nimi staje się metaforą akceptacji własnych „dziwactw”, które Hank początkowo ukrywa przed samym sobą. Film pokazuje, jak tłumienie swojej prawdziwej natury prowadzi do izolacji i poczucia wyobcowania, a z kolei szczerość wobec siebie może być wyzwalająca, nawet jeśli niektórzy zareagują na nią niechęcią czy odrzuceniem.

Film podkreśla też, że akceptacja swojej odmienności może wpływać na otoczenie. Hank, odnajdując siebie, zmienia nie tylko swoje życie, ale też Manny’ego, ucząc go empatii, emocji i podstawowych wartości. Manny, jako metafora podświadomości Hank’a, odzwierciedla jego ukryte pragnienia, lęki i niepewności. Hank nie potrafi mu wyjaśnić, dlaczego przy ludziach się nie puszcza bąków, dlaczego takie i takie zachowanie jest nieodpowiednie, dlaczego nie zawsze śmiech jest oznaką sympatii – wie tylko, że tak jest. Ta dynamika pokazuje, jak konfrontacja z własnymi słabościami może prowadzić do przemiany i siły. Wspołczesne społeczeństwo, które często odrzuca wszystko, co nie mieści się w normach, jest tu krytykowane za brak tolerancji i otwartości na odmienność. W rezultacie, przesłanie filmu jest uniwersalne. Akceptując siebie, mamy szansę wpływać na świat wokół nas, choć nie zawsze spotka się to z aprobatą.

Scena finałowa, w której człowiek scyzoryk, używając swoich nadzwyczajnych zdolności, odpływa na horyzont, jest kulminacją tej idei. Hank przestaje wstydzić się swojej przeszłości i swojej przyjaźni z Mannym, nawet gdy jest otoczony osądzającymi spojrzeniami. To przypomnienie, że „dziwność” może być równie piękna, co odrażająca w oczach innych, a prawdziwa odwaga polega na zaakceptowaniu siebie bez względu na opinię otoczenia. Ostatnie kilka ujęć przedstawia reakcję postaci na zasilane bąkami odpływające zwłoki: zszokowany gliniarz, roześmiany kamerzysta, uśmiechnięty ojciec, przerażona kobieta. Ten zabieg nie był przypadkowy. Jak mówili sami reżyserzy filmu, scena ta miała odzwierciedlać reakcję widowni w sali kinowej, jednocześnie pokazujac to, jak mogą zareagować inni kiedy zaakceptujemy własną odmienność. Jest to scena, w której ojciec Hanka po raz pierwszy w życiu nie wstydzi się swojego syna, ale jest to także scena, w której jego obiekt westchnień spogląda na niego z niespotykanym obrzydzeniem.

Soundtrack jako dusza filmu Człowiek Scyzoryk

Jednym z najbardziej zapadających w pamięć elementów filmu jest jego niezwykły soundtrack, skomponowany przez Andy’ego Hull’a i Roberta McDowella z zespołu Manchester Orchestra (ale także śpiewana przez Daniela Radcliffe’a i Paula Dano!). Muzyka w Człowieku Scyzoryku nie tylko towarzyszy obrazowi, ale staje się integralną częścią narracji, pogłębiającą przekaz i emocjonalny wydźwięk. Zawsze mówiłem, że Człowiek Scyzoryk to musicalowy film, ale nie musical.

Konstrukcja i brzmienie

Soundtrack filmu jest unikalny ze względu na wykorzystanie warstw wokalnych jako głównego instrumentu. Większość utworów jest oparta na harmonii głosów, co podkreśla intymność i surowość historii. Jedyne użyte instrumenty to losowe przedmioty, takie jak uderzające o siebie patyki. Sam fakt, że twórcy zrezygnowali z tradycyjnych instrumentów na rzecz wokalizowania i beatboxu, wprowadza poczucie organiczności, która odzwierciedla nietypowy charakter filmu.

Utwór „Montage” jest doskonałym przykładem tego podejścia. Głosy w utworze na przemian naśladują melodię, smyczki i perkusję. Towarzyszy on sekwencji, w której Hank uczy Manny’ego podstaw życia, od jedzenia po relacje międzyludzkie. Muzyka stopniowo zyskuje na intensywności, podkreślając rozwijającą się więź między bohaterami i ich wzajemne zrozumienie. Sam tekst utworu opowiada w sposób dosłowny o tym, co widzimy przed sobą:

Now we killed a raccoon
We are using your body
Like it’s a machine gun
Now we are shooting some fish!
Our friendship is blossoming
Let’s eat the stuff we killed
Now we started a fire
I have to admit, I’m enjoying your company
Are we falling in love?

Przekaz piosenek

Teksty utworów, choć minimalistyczne, są wypełnione emocjami i odniesieniami do głównych tematów filmu. Frazy takie jak „I think I’m home” czy „We’re going to make it” podkreślają motyw poszukiwania sensu i akceptacji. Muzyka staje się głosem bohaterów, wyrażając ich nadzieję, smutek i radość w sposób, którego dialogi nie mogłyby uchwycić.

Wyjątkowym utworem jest również „A Better Way,” w którym melancholijne brzmienie aż dosłownie przebija serca odbiorcy. Jest to swoista mantra, która odzwierciedla wewnętrzną rozpacz Hanka – całkowity brak zainteresowania czymkolwiek, zarażanie innych swoim nieszczęściem, wewnętrzna pustka.

Emocjonalne oddziaływanie

Soundtrack wzmacnia surrealistyczną atmosferę filmu. Dzięki niemu absurdalne sceny, takie jak jazda na Mannym niczym na skuterze wodnym, nabierają emocjonalnej głębi. Muzyka buduje kontrast między komedią a dramatem, przypominając widzowi, że pod warstwą absurdu kryje się uniwersalna prawda o ludzkim życiu.

Moim ulubionym utworem z filmu jest „River Rocket”. Utwór, który usłyszeć można było w momencie, w którym Hank wyciągnął Manny’emu korek z tyłka i katapultował się z nim na 40 metrów w górę w zwolnionym tempie używając jego gazów. Wiem, że nie brzmi, ale ta scena była naprawdę piękna, a sam utwór jest filozoficzny i emocjonalny, idealnie kontrastował z absurdem widocznym na ekranie.

Utwór w wykonaniu Paula Dano i Daniela Radcliffe’a, więc tym bardziej polecam sprawdzić

A capella

W Człowieku Scyzoryku nic nie jest bezcelowe. Fakt, że cały soundtrack opiera się na a cappella i prostych, prymitywnych dźwiękach, jak uderzanie patyków, odzwierciedla podstawową potrzebę Hanka – stworzenia porządku w chaosie. Gdy Hank i Manny przemierzają las, ich muzyka staje się osobistym soundtrackiem, tworzonym na miejscu, by nadać sens ich podróży. Jest to próba zapanowania nad egzystencjalnym lękiem i samotnością. Hank, zagubiony zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie, odtwarza strukturę znaną z filmów czy życia codziennego – muzykę, która podkreśla wagę wydarzeń i buduje narrację.

Już w pierwszej scenie, gdy Hank próbuje się powiesić, widzimy, jak śpiewa dla siebie piosenkę – tworzy soundtrack do własnej śmierci. Dlaczego? Ponieważ próbuje uczynić nawet ten ostateczny akt zrozumiałym, nadać mu rytm, który pozwoli mu poczuć, że ma nad nim kontrolę. W świecie, w którym czuje się zupełnie bezsilny i odrzucony, muzyka staje się narzędziem odzyskania jakiejś formy mocy. To niemal jak mantra, która pomaga mu przetrwać – albo pogodzić się z końcem.

Hank i Manny, tworząc swoje prymitywne melodie, próbują odtworzyć normalność w najbardziej podstawowej formie. Każdy z nas, w trudnych momentach, korzysta z podobnych mechanizmów: nucimy pod nosem, stukamy palcami w rytm, słuchamy muzyki, by dodać sobie otuchy. Dla Hanka ta muzyka jest również sposobem na oswajanie własnych emocji. Jest to surowa, niemal dziecięca potrzeba ekspresji – i jednocześnie próba zbudowania jakiejś formy wspólnoty z Mannym.

W szerszym sensie, ten prymitywny soundtrack symbolizuje, że Hank powoli odrzuca narzucone normy i konwencje. Wraca do podstaw, do pierwotnej formy komunikacji i ekspresji, które nie są obciążone społecznie akceptowanymi standardami. Jest to akt oczyszczający, pozwalający mu nawiązać kontakt zarówno z Mannym, jak i z samym sobą. Muzyka, prosta i szczera, staje się mostem łączącym ich wspólne doświadczenie i odzwierciedleniem drogi Hanka ku akceptacji własnej dziwności i samotności.

Co powinniśmy z tego wynieść?

Tym, co można z tego arcydzieła wynieść, jest to, że jesteśmy całkowicie zniewoleni przez normy społeczne. Te reguły, często niewypowiedziane i głęboko zakorzenione w naszej kulturze, sprawiają, że dusimy w sobie autentyczność, by dostosować się do oczekiwań innych. Normy społeczne funkcjonują jak niewidzialne łańcuchy, które wiążą naszą ekspresję, uczucia, a nawet nasze myśli. Każdy element naszego zachowania – od sposobu mówienia, przez wygląd, po nasze wybory życiowe – podlega ocenie i często krytyce, jeśli odbiega od uznawanego za „normalne”.

Normy społeczne nie tylko utrwalają konformizm, ale także skutecznie eliminują różnorodność w myśleniu i działaniu. Wymuszają odgrywanie ról, które niekoniecznie są zgodne z naszą prawdziwą naturą. Zmuszają nas do maskowania naszej „dziwności” – tej części, która czyni nas wyjątkowymi – by nie narazić się na wstyd, odrzucenie czy ostracyzm. To tragiczne, że społeczeństwo, zamiast celebrować różnorodność, często redukuje ją do zbioru ograniczających szufladek, w których mamy się mieścić.

Najbardziej ironiczne jest to, że normy te są niepisane i płynne, a mimo to mają niesamowitą moc wpływania na naszą psychikę. W rzeczywistości są one bardziej konstruktem niż obiektywną rzeczywistością, a jednak trzymamy się ich kurczowo, jakby były świętością. To one uczą nas tłumienia uczuć, takich jak smutek czy gniew, które są przecież naturalnymi reakcjami (bo publicznie się popłakać jest przecież nienormalne!). To one narzucają, jakie aspiracje życiowe powinniśmy mieć, jakie wartości wyznawać i nawet w jaki sposób powinniśmy kochać.

Człowiek Scyzoryk wydaje się mówić: „Przestańcie się podporządkowywać” i pokazuje, że to wszystko jest nienaturalne. Manny po uzyskaniu świadomości nie wie o istnieniu tych norm, cały czas nieświadomie je łamie. Ilekroć Hank zwraca mu na coś uwagę, Manny zaznacza, że to nie ma najmniejszego sensu – to nas ogranicza, zmusza do noszenia maski, w której nie czujemy się komfortowo. W relacji Hanka i Manny’ego widzimy świat, w którym szczerość wobec siebie jest kluczem do wolności. Ale czy mamy w sobie odwagę, by podważyć te normy? By zaryzykować i pokazać prawdziwe oblicze, wiedząc, że wielu może je odrzucić? Wymaga to nie tylko siły, ale i przekonania, że autentyczność jest ważniejsza niż akceptacja innych. Normy społeczne, jakkolwiek przydatne w organizacji życia zbiorowego, nie powinny stać się więzieniem, w którym każdy z nas odgrywa wymuszoną, nudną rolę szarego człowieka.

One Reply to “Człowiek Scyzoryk, czyli jak nie-musical jest musicalem”

  1. Ola says:

    Super, że ten film jest akurat pierwszy o jakim piszesz. Kilka razy podchodziłam do tego, żeby go obejrzeć, naprawdę trzeba wykazać się pewną cierpliwością, żeby nie wyłączyć za szybko TV :). Przeszłam jednak w końcu przez ten etap i przyznaję – film jest cudny, wzruszający i niesie za sobą głębokie przesłanie, o którym tak pięknie napisałeś. Jestem jak zwykle pod wrażeniem Twojej wrażliwości i umiejętności operowania tal trafnym słownictwem. Zwróciłeś mi dodatkowo uwagę na wielką rolę muzyki w tym filmie, dlatego z przyjemnością obejrzę go ponownie wsłuchując się w muzykę i zwracając uwagę na rzeczy, do których wcześniej nie przywiązałam specjalnej uwagi.
    Czekam na kolejne Twoje wpisy.

    Lao

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *