Czym jest hauntologia i dlaczego tak dobrze opisuje współczesną kulturę?

Retro-futurystyczny, rozpadający się samochód. Graffiti na ścianie za nim mówi "no future", czyli "brak przyszłości".

Zdarzyło Wam się kiedyś oglądać stare reklamy z lat 90. i poczuć dziwną mieszankę nostalgii i niepokoju? Albo słuchać muzyki, która brzmi jak rozmyte wspomnienie czegoś, czego nigdy nie przeżyliście? To właśnie hauntologia (od angielskiego „haunt” – nawiedzać i „ontology” – ontologia) – termin, który brzmi jak nazwa jakiejś gałęzi nauki, a tak naprawdę opisuje nasze współczesne uczucie utknięcia w przeszłości.

Hauntologia to pojęcie stworzone przez Jacques’a Derridę, ale do popkultury wprowadził je Mark Fisher. W skrócie chodzi o to, że przeszłość nigdy nie znika, tylko powraca jak duch. Kultura wciąż odgrzewa stare pomysły, ale nie po to, by je powtórzyć, tylko by na nowo przeżyć ich utratę. Hauntologia to poczucie świadomości, że dawne obietnice przyszłości się nie spełniły, a my tkwimy w bezczasie, w którym możemy tylko oglądać echa tego, co miało nadejść.

Muzyka hauntologiczna i zaginione wspomnienia

W świecie muzyki hauntologia rozgościła się na dobre. Boards of Canada serwują nam dźwięki celowo zaprojektowane w formacie starej edukacyjnej kasety VHS. The Caretaker w swoim Everywhere at the End of Time bierze fragmenty starych utworów tanecznych i przerabia je, aby stworzyć album, który ma obrazować rozpad umysłu ludzkiego pod wpływem Alzheimera. Burial natomiast tworzy muzykę, która przywołuje atmosferę miejskiej nocy, pełnej niedopowiedzianych historii. Jego utwory są pełne echa rozmów, stukotu kroków i oddalonych dźwięków deszczu. Hauntologiczna muzyka nie jest tylko zwykłą muzyką nagraną w stylizacji retro – to próba uchwycenia czegoś, co nigdy w pełni nie istniało, ale mimo to wydaje się dziwnie bliskie. Hauntology bawi się naszymi wspomnieniami i kulturową pamięcią. To nie jest po prostu „muzyka w stylu lat 80.”. To muzyka, która przypomina nam, że lat 80. już nie ma i nigdy nie wrócą. To uczucie jest niemal namacalne, kiedy słuchamy przetworzonych sampli, brzmień wyciągniętych z przeszłości, ale podanych w taki sposób, by przypominały nie rzeczywistość, a nasze niewyraźne wspomnienia rzeczywistości. Nie chodzi tu o odtwarzanie dźwięków sprzed dekad, ale o uchwycenie ich ducha, o granie na naszej zbiorowej pamięci kulturowej, która właśnie w ten sposób redefiniuje wspomnienia.

Filmy i hauntology

Kino również pokochało ten klimat. Berberian Sound Studio Petera Stricklanda wygląda jak koszmar zapomnianego montażysty horrorów z lat 70. – film, który nie tylko przywołuje estetykę tamtych czasów, ale sprawia, że mamy wrażenie, jakbyśmy oglądali coś, co nigdy nie powinno było powstać. To historia, w której dźwięki i obrazy wciągają bohatera (i widza) w rzeczywistość, której granice zaczynają się zacierać.

Analog horror na YouTube (tj Mandela Catalogue) to kolejny przykład hauntologicznego podejścia do popkultury. Filmy stylizowane na stare kasety VHS, pełne glitchy, niepokojących nagrań i widmowych postaci, sprawiają, że czujemy się jak odkrywcy zapomnianych materiałów, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Hauntologia w kinie to także ciągłe rebooty i sequele – nieustanne powracanie do historii, które już znamy, ale zawsze z jakimś niepokojącym rozdźwiękiem między tym, czym były, a tym, czym są teraz.

Świetnym przykładem hauntologii we współczesnym kinie jest Shin Kamen Rider Hideakiego Anno. Film odtwarza estetykę i stylistykę oryginalnego serialu z lat 70., ale robi to w sposób, który sprawia wrażenie oglądania zakurzonego wspomnienia – rzeczywistości, która nigdy do końca nie istniała, ale jest nam dziwnie znajoma. Anno odwołuje się do japońskiego konceptu natsukashii, czyli nostalgii za czymś, co było, ale już nie wróci, jednocześnie podkreślając, że współczesna kultura jest skazana na odtwarzanie przeszłości w pętli.

Internet i hauntologia – memy mają depresję

Hauntologia nie jest tylko domeną filmów i muzyki. Cały internet jest jednym wielkim hauntologicznym archiwum. Vaporwave to nic innego jak syntezatorowy duch epoki Windowsa 95 i plastikowych kubków Dixie – muzyka i kultura, które swoją wizję przeszłości opierają na niespełnionych futurystycznych obietnicach.

Liminal spaces to kolejny fenomen. Zdjęcia pustych korytarzy szkolnych, opustoszałych biurowców i nieczynnych centrów handlowych sprawiają, że czujemy się, jakbyśmy znaleźli się w miejscach, które istnieją poza czasem. To przestrzenie, które wyglądają znajomo, ale jednocześnie obco – jakby były echem świata, który kiedyś znaliśmy, ale który został opuszczony i zapomniany.

Nawet media społecznościowe pełne są hauntologii. Facebook przypomina nam stare posty sprzed 10 lat, serwując je jak duchy naszego dawnego „ja”. Instagram zalewa nas filtrami, które mają sprawić, że zdjęcia wyglądają jak z dawnych lat, ale to tylko symulacja – imitacja wspomnień, których nigdy nie mieliśmy. Internet jest pełen duchów przeszłości, które wciąż do nas powracają, ale nigdy w swojej pierwotnej formie.

Dlaczego hauntologia to idealny opis naszej kultury?

Współczesność nie potrafi wymyślić przyszłości. Mark Fisher pisał, że żyjemy w czasach, w których przyszłość się skończyła, a my możemy tylko wracać do przeszłości, choćby po to, by uświadomić sobie, że już jej nie ma. Kultura nie kreuje nowych wizji – zamiast tego odtwarza, przerabia i recyklinguje, pozostawiając nas w zawieszeniu między tym, co było, a tym, co mogło być.

Czy możemy się z tego wyrwać? Może. Ale na razie wszyscy dryfujemy w oceanie starej popkultury, trzymając się resztek VHS-owych nagrań i kaset magnetofonowych, których już nikt nie odtworzy. Żyjemy w świecie, w którym duchy przeszłości wciąż szepczą nam do ucha – i może właśnie dlatego tak bardzo boimy się ciszy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *