Campcore (moja ulubiona estetyka!)
Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem naczelnym krytykiem USA i całego systemu, wokół którego wszystko się tam obraca. Jest jednak jedna rzecz, w której Stany Zjednoczone przewyższają Polskę od zawsze i jest to kultura obozowania. Niesamowicie popularne u zachodniego giganta obozowanie na dziko jest dozwolone nawet w parkach narodowych i stanowi bardzo często wybierany sposób spędzania urlopu. W naszym Kraju Kwitnącej Cebuli jest to, niestety, utrudnione za pomocą niesamowicie rygorystycznych przepisów prawnych. Co prawda, od 2019 roku można obozować na dziko, ale tylko w miejscach do tego przeznaczonych (wyznaczanych przez tymczasową inicjatywę Zanocuj w Lesie); jakiekolwiek rozpalanie ogniska, zbieranie drewna czy używanie przenośnej kuchenki gazowej jest niedozwolone, a na pobyt trwający dłużej niż dwie noce trzeba uzyskać specjalne zezwolenie.
To na tym właśnie bazuje estetyka Campcore. Podobnie jak w poprzednim wypadku, jest to zarówno estetyka, wliczająca modę i zdjęcia, ale także styl życia, do którego przypisany jest szereg konkretnych aktywności, takich jak patrzenie w gwiazdy, obozowanie, chodzenie, łowienie ryb, kajakowanie, pikniki, ogniska…
Wśród wizualnych aspektów campcore’owej estetyki znajdziemy ciepłe kolory – zazwyczaj półmrok oświetlony ogniskiem, a tematem przewodnim tej estetyki jest obozowanie na dziko. W kwestii mody – ziemiste odcienie, poncho, buty gumowe, termobielizna, puchate skarpetki, sweterki, spodnie cargo.

