Klasyczny heroizm to dziś przeżytek (dlaczego kibicujemy mordercom)

Pamiętacie czasy, kiedy w dziele kultury superbohater stawał naprzeciwko faceta z podkręconym wąsem, a my od razu wiedzieliśmy, komu kibicować? Ten zły zazwyczaj dążył do zniszczenia świata z pobudek nihilistycznych albo rabował bank z trywialnej chciwości, podczas gdy dobry chciał po prostu zachować status quo. Sprawa była prosta, moralność czarno-biała, a my mogliśmy w spokoju zajadać przekąski, wiedząc, że dobro ostatecznie zwycięży. Te czasy minęły. I nie jest to wina zakulisowych machinacji hollywoodzkich decydentów czy nagłej zmiany trendów, ale tego, że jako cywilizacja zorientowaliśmy się w jednej prawdzie: status quo jest wadliwe, a ratowanie go wcale nie jest heroiczne.

Dlatego dzisiaj, gdy oglądamy, jak heros powstrzymuje radykalnego złoczyńcę przed wywróceniem systemu do góry nogami, gdzieś z tyłu głowy pojawia się nam niepokojąca myśl, czy on aby na pewno dobrze zrobił. Przecież ten zły miał w swoich postulatach rację. Ci co mnie znają wiedzą, że lubię wymyślać nazwy na tego typu zjawiska (jak mój syndrom Riverdale). Gdy pęka bańka naszego komfortu, rodzi się zjawisko, które autorsko nazywam Syndromem Oświeconego Antagonisty. Polega ono na tym, że twórcy kultury, a coraz częściej samo życie, stawiają nas przed ludźmi napędzanymi logiką, a nie psychopatią. Ich diagnoza świata jest trafna, a błędne – w oczach prawa – pozostaje jedynie ich radykalne lekarstwo. My natomiast, żyjąc w realiach późnego kapitalizmu, korporacyjnym wyzysku i rosnących nierównościach, coraz częściej łapiemy się na tym, że z przekonaniem stajemy po ich stronie.

Notes mordercy. Dlaczego Light Yagami był skuteczniejszy od Batmana?

Cofnijmy się na moment do klasyki, by uchwycić ten mechanizm u jego popkulturowych korzeni, spoglądając na mangę i anime Death Note. Dla osób, którym ten fenomen japońskiej popkultury mógł dotychczas umknąć w gąszczu innych dzieł: główny bohater, a zarazem główny antagonista opowieści, nastoletni geniusz Light Yagami, znajduje notes należący do boga śmierci. Zestaw reguł jest prosty – wpisujesz do niego imię i nazwisko osoby, znając jej twarz, a ta w krótkim czasie umiera na zawał serca. Statystyczny komiksowy złoczyńca użyłby tego narzędzia do zabicia prezydenta lub przejęcia władzy, ale Light postanawia zostać inżynierem nowego społeczeństwa, zaczynając metodycznie wpisywać do notesu nazwiska najgroźniejszych morderców i gwałcicieli.

Z czasem bohater popada w megalomanię, jednak na początku jego krucjaty odbiorcy odczuwali trudną do zignorowania satysfakcję. W przeciwieństwie do tradycyjnych stróżów prawa w stylu Batmana, łapiących recydywistów tylko po to, by aparat sprawiedliwości za chwilę wypuścił ich z powrotem na ulice, Light oferował permanentne rozwiązanie. System sprawiedliwości bywa nieudolny, a Light Yagami był po prostu skuteczny, trafnie diagnozując paraliż procedur. Przez to odczuwamy pokusę, by ten prawny teatr absurdu zastąpić czymś, co faktycznie działa, a tradycyjny bohater-legalista broniący praworządności brzmi w tym starciu jak naiwny idealista broniący zepsutego mechanizmu.

Light Yagami z Death Note

Korporacyjny monopol i bunt cyber-nizin

Przenieśmy się na chwilę do gier komputerowych, ponieważ interaktywne medium świetnie ten mechanizm uwydatnia na przykładzie postaci Johnny’ego Silverhanda z Cyberpunka 2077. Johnny to terrorysta, który zdetonował ładunek nuklearny w centrum megakorporacji, doprowadzając do śmierci tysięcy cywilów, co według definicji czyni go potworem. Zrobił to jednak w świecie, w którym niepodlegające żadnym regulacjom korporacje sprywatyzowały wszystko, od dostępu do tlenu po ludzkie ubezpieczenia i układ nerwowy. Świat Cyberpunka to dystopia, gdzie odrzucenie karty kredytowej przez firmę medyczną oznacza, że ratownicy zostawiają cię na asfalcie do wykrwawienia, ignorując wołania o pomoc.

Johnny z bombą jądrową to oczywiście ekstremum, ale jego diagnoza – że światem rządzi algorytm zysku redukujący człowieka do jednostki konsumpcyjnej – pozostaje właściwa. Gdy wykrzykuje, że korporacje stworzyły z ludzi bezmyślną masę uzależnioną od usług, nie słyszymy szaleńca, lecz echolokację naszej własnej rzeczywistości, w której codziennie spłacamy kredyty z wysoką marżą i czytamy o optymalizacji podatkowej technologicznych gigantów. W tak dysfunkcyjnym systemie ekstremizm staje się dla wielu jedyną mierzalną formą sprzeciwu. Z tego mechanizmu wyrastają rewolucyjne zapędy, które obserwujemy w dzisiejszym świecie.

Johnny Silverhand z Cyberpunka

Płonący magazyn i płaca minimalna

Aby uwypuklić mój powyższy argument, zejdźmy na ziemię, gdzie granica między popkulturową fikcją a naszą codziennością uległa już zatarciu, przenosząc się do fizycznego centrum logistycznego. Niedawno opinią publiczną wstrząsnęła sprawa pracownika wielkiego magazynu w Stanach Zjednoczonych, gdzie ruchy ludzi i czas spędzony w toalecie są mierzone przez oprogramowanie w celu zadowolenia tabel w Excelu. Pracownik ten postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i, na nagraniu, podpalił budynek, generując straty wycenione na 600 milionów dolarów. Zostawił po sobie nagranie, na którym bez silenia się na górnolotną ideologię wykrzyczał do kamery to, co uważał za fakt. Wystarczyło nam zapłacić! Mogliście nam zapłacić wystarczająco, by żyć!

Jeszcze kilkanaście lat temu społeczeństwo uznałoby go wyłącznie za niebezpiecznego piromana, dzisiaj natomiast sekcje komentarzy zalała fala autentycznego poparcia, a ludzie patrzyli na płonący kapitał z satysfakcją. W systemie, w którym negocjacje związkowe są skutecznie dławione przez wyspecjalizowane agencje prawnicze i działy HR, destrukcja mienia okazała się dla zdesperowanego człowieka jedynym sygnałem rejestrowanym przez zarząd. Choć złamał prawo, dla dziesiątek tysięcy osób traktowanych przez korporacyjny system jak zamienne komponenty, stał się bohaterem.

Zdjęcie ze zdarzenia

Zbrodnia w białych rękawiczkach

Syndrom Oświeconego Antagonisty przeniknął zresztą na sam szczyt drabiny finansowej, co pokazuje, że mamy do czynienia ze zjawiskiem systemowym. W grudniu 2024 roku w Nowym Jorku zginął Brian Thompson, dyrektor generalny UnitedHealthcare, jednej z największych firm ubezpieczeniowych w Stanach Zjednoczonych. Sprawca, Luigi Mangione, wydał wyrok i samodzielnie go wykonał, zapisując na łuskach słowa „deny”, „defend” i „depose” – mantrę amerykańskiego systemu ubezpieczeniowego, zaprogramowanego tak, by odmawiać wypłacania odszkodowań w celu maksymalizacji zysku.

Choć kodeks karny widzi tu klasyczne morderstwo z premedytacją, reakcja dużej części amerykańskiego społeczeństwa była inna; hashtag #FreeLuigi natychmiast zyskał popularność, a internauci wpłacali środki na jego fundusz obrończy. System ubezpieczeń zdrowotnych to w gruncie rzeczy algorytm decydujący o tym, czy dany pacjent otrzyma ratujące życie leczenie, a Mangione przeniósł logikę komiksowego antagonisty do fizycznej rzeczywistości. Ludzie solidaryzowali się z nim nie z powodu umiłowania przemocy, ale dlatego, że po raz pierwszy ktoś pociągnął do odpowiedzialności architekta procedur, dzięki którym zza biurka skazywał ludzi na pewną śmierć. Z ankiet wynika, że tylko około 30% badanych nie popiera działań Luigiego.

Uniwersalnie uwielbiany Luigi Mangione, który dokonał zamachu

Brak żałoby na politycznym froncie

To pęknięcie umowy społecznej dotyka także twardej polityki, czego dowodem jest sprawa Charliego Kirka z września 2025 roku. Ten polaryzujący prawicowy aktywista, znany z nakręcania nienawiści i radykalnej retoryki, został zastrzelony podczas plenerowego wystąpienia, co w normalnych warunkach wywołałoby natychmiastowe potępienie przemocy politycznej. Tymczasem sieć zalały drwiny i komentarze stwierdzające z powagą, że zmarły dostał po prostu to, na co zasłużył. Znaczna część opinii publicznej odrzuciła konwenanse żałoby, uznając, że skoro Kirk latami zarabiał na społecznej radykalizacji, kula była fizyczną, zasłużoną konsekwencją jego własnego modelu biznesowego.

Gdy ginie osoba publiczna, a społeczeństwo odmawia współczucia, to sygnał, że tradycyjna struktura moralna legła w gruzach i przestaliśmy traktować politycznych prowokatorów jak uczestników normalnego dyskursu. Ludzie zaczęli widzieć w nich twórców opresyjnego środowiska, którzy dla zysku niszczą tkankę społeczną. Polityczne zabójstwo zostało zaklasyfikowane przez wielu jako drastyczna, lecz zrozumiała dla mas forma prewencyjnej samoobrony.

Charlie Kirk przemawiający do publiki moment przed tym, jak kula przebiła mu gardło

Kiedy pożar jest jedynym wyjściem

Kiedy klasyczny, praworządny bohater pokonuje dziś radykała, zwycięstwo to smakuje cierpko, ponieważ triumf status quo oznacza powrót do algorytmu optymalizacji zysków. Oznacza to kolejne pakiety akcji dla zarządu kosztem monitorowanych pracowników, kolejną odmowę refundacji leczenia onkologicznego oraz dalsze funkcjonowanie politycznego biznesu opartego na podziałach. Status quo utraciło swoją legitymację, a radykałowie ze swoją diagnozą pęknięć w strukturze rzeczywistości wydają się jedynymi, którzy widzą prawdziwe clue problemu.

Wsparcie dla radykalnych działań anty-systemowych jest wyraźnym trendem wzrostowym. Zamachy i akty destrukcji stanowią odpowiedź zwrotną systemu, przypominającą biologiczną reakcję immunologiczną organizmu społecznego, który odczuwa konsekwencje swojego powolnego rozkładu. Dlatego jeśli czytając o prezesie korporacji pociągniętym do krwawej odpowiedzialności odczujecie dziwny spokój, to nie jest to utrata zmysłów. To po prostu dowód na to, że podobnie jak miliony innych osób przestaliście wierzyć w samonaprawiający się system, a ostatecznym weryfikatorem błędu stało się brutalne wymuszenie jego restartu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *